Opatów dzień 1

4 lutego około godziny 7:30 zawitaliśmy do Opatowa. Miasto nie przywitało nas piękną pogodą, było zimno i deszczowo, a dodatkowo smog bardzo dawał się we znaki. Opatów nie jest jakoś szczególnie znanym miejscem turystycznym. Z głównych atrakcji najczęściej spotykanych w przewodnikach wymienić można trzy: Brama Warszawska, kolegiata św. Marcina i Podziemia Opatowskie. Z tego względu jadąc tu trzeba znaleźć dodatkowe zajęcia. Wybór padł na pewne miejscowości w pobliżu miasta. Niestety komunikacja (nazwijmy ją lokalną) pozostawiała wiele do życzenia. Autobusy jeżdżą niezwykle rzadko, także by dostać się do oddalonego o ok. 7km Włostowa trzeba było całą trasę przejść pieszo. Podróż zajęła nam około 1,3h i może byśmy pokonali tą trasę szybciej gdyby nie to, że śnieg nadal zalegał na poboczach dróg. Do Włostowa szliśmy zobaczyć ruiny pałacu Karskich. Ogólnie rzecz biorąc cała wieś Włostów należała kiedyś do rodziny Karskich, wraz z ruinami pobliskiej cukrowni (kompleks jest w większości wyburzony). Pałac tejże rodziny powstał w połowie XIX wieku. W czasach świetności musiał robić duże wrażenie gdyż sama budowla była otoczona przez park o powierzchni około 10 hektarów. Dodatkowym budynkiem był lamus (dawny budynek gospodarczy), który został wzniesiony znacznie wcześniej, bo w XVI wieku. Piękno przeminęło, a teraz pozostałości po budynkach wzbudzają tylko przygnębienie, że nikt nie zainteresował się odnowieniem tego miejsca. Pod pałacem zachowały się piwnice. Dostęp do nich jest jednak utrudniony. Rozglądając się po terenie można dostrzec parę miejsc gdzie sufit piwnicy się zawalił i odsłonił podziemny korytarz (trzeba uważać by do takich dziur nie wpaść). Uwagi warte są też dwa kamienne lwy strzegące wejścia głównego do zabudowy pałacowej. Jako dodatkową ciekawostkę należy nadmienić fakt, iż w pobliskim kościele był podobno chrzczony Wincenty Kadłubek (kronikarz polski).

witów

Po obejrzeniu powyższych atrakcji Włostowa, ruszyliśmy w drogę powrotną, ale trochę na około by zobaczyć jeszcze zamek rycerski, a dokładnie wieżę mieszkalną w Tudorowie. Wieża stoi na skalnym cyplu wzgórza i jest otoczona z trzech stron rzeczką Opatówką, także nie trudno ją z oddali zobaczyć. Zamek ów jest de facto własnością prywatną, ale drzwi do niego zastaliśmy otwarte. W środku jednak nie ma niczego ciekawego do oglądania. Wieża jest zaniedbana i widać, że ktoś kiedyś zaczął ją odnawiać, ale szybko przerwał prace.

Po obejrzeniu wieży ruszyliśmy z powrotem do Opatowa, aby chociaż na chwilę usiąść i odpocząć. Mieliśmy zarezerwowany pokój w Kamienicy przy Bramie. Pan, który nas obsługiwał, jednakże nie dokładnie wiedział co robi i o wszystko musiał pytać się szefową, ale ostatecznie udało się nam dostać klucz do pokoju. Sam pokój był w miarę ok. Może układ mebli nie był do końca funkcjonalny, a małe okienko przy suficie dawało mało światło, ale przyjechaliśmy tylko na weekend więc nie ma co narzekać;). (Zakochałam się w podgrzewanej podłodze w łazience, na której siedziałam by się ogrzać po długim spacerze.)

Jak każdy człowiek w końcu zgłodnieliśmy i trzeba było znaleźć jakieś miejsce gdzie serwują dobre jedzenie. Wybór padł na restauracje Żmigród. Lokal jest usytuowany przy samym rynku, urządzony w drewnie z kominkiem, zaoferował nam dobre jedzenie w przystępnej cenie. Ze względu na to, że godzina robiła się późna miasto stopniowo wymierało. Po zjedzeniu obiadu wyszliśmy na rynek, na którym praktycznie nikogo nie było (przypominam, że to sobotni wieczór). Co jakiś czas wzdłuż rynku przejeżdżał jakiś samochód, ale było to rzadkie. Smog był tak męczący, że tworzył mgłę i pomimo że mieliśmy maski anty-smogowe nie chcieliśmy spędzać na dworze zbyt dużo czasu (człowiek czuł smród dymu jakby stał z głową przy kominie). Tego wieczoru podeszliśmy jeszcze do jednego urządzenia, które przykuło naszą uwagę wcześniej jak przechodziliśmy koło Ratusza. Urządzenie to pełniło rolę informatora turystycznego, a właściwie taki był chyba zamiar kiedy je stawiano, jednak niekoniecznie dało się z niego cokolwiek przydatnego dowiedzieć, także pozostawiając te „wątpliwie wydane publiczne pieniądze” poszliśmy do domu by wyspać się i wstać rano następnego dnia by dalej zwiedzać.

IMG_4326.JPG

Kami i Pablo 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

Blog at WordPress.com.

Up ↑

%d bloggers like this: